"Trzeźwość to praca na całe życie"
- Hubert Graczyk

- 1 dzień temu
- 5 minut(y) czytania
Od ponad dziewięciu lat żyje w trzeźwości, ale droga do tego miejsca była długa i trudna. Krzysztof Raczyński opowiedział nam o uzależnieniu, utracie i momencie, w którym wszystko zaczęło się zmieniać. Jego doświadczenie pokazuje, że nawet z najtrudniejszej sytuacji można znaleźć wyjście.
Pierwsze sygnały były łatwe do zignorowania. Jak przyznał Krzysztof Raczyński, moment, w którym alkohol zaczyna przejmować kontrolę nad życiem, rzadko daje się jednoznacznie zauważyć. - Kiedy pojawia się refleksja dotycząca problemu z alkoholem, oznacza to, że granica dawno została przekroczona - powiedział. W jego przypadku ostrzeżenia płynące z najbliższego otoczenia przez długi czas pozostawały bez odpowiedzi. - Najpierw nie widziałem, a później nie chciałem widzieć, że choroba przejmowała nade mną kontrolę - dodał. Uzależnienie rozwijało się latami, stopniowo odbierając mu sprawczość. - Przed "czterdziestką" byłem już całkowicie uwięziony w jej śmiercionośnym uścisku. Wtedy zacząłem podejmować pierwsze próby uwolnienia się z tej opresji. Na początku było to działanie chaotyczne, bardziej nakierowane na uspokojenie sytuacji w domu, niż rzeczywista chęć poradzenia sobie z problemem. Tak silny był mechanizm iluzji i zaprzeczeń, że nie mogłem przyjąć do świadomości prostych faktów. Ale tak działa ta choroba - zaznaczył Krzysztof.
Punkt zwrotny nie przyszedł nagle jako jedno olśnienie, lecz był konsekwencją narastającego chaosu. Krzysztof opisywał ten czas jako moment całkowitej utraty kontroli nad własnym życiem. - Pogłębiający się chaos w życiu, całkowita utrata kontroli nad podstawowymi jego aspektami, nasilające się problemy rodzinne i zawodowe, odejście od elementarnych wartości, porzucenie jakichkolwiek zainteresowań, to było na ostatnim etapie moje doświadczenie - wspominał. Choć czuł się nieszczęśliwy, to wciąż nie wystarczało, by przestać pić. - W chorobie alkoholowej nie można sobie po prostu powiedzieć, że od dzisiaj z tym kończę. Nie istnieje coś takiego jak silna wola - zaznaczył. Uzależnienie działa jak obsesja, która odbiera zdolność racjonalnego myślenia i oceny sytuacji. Przełom przyszedł dopiero wraz z bolesnym doświadczeniem dna. - W moim przypadku dnem okazała się utrata rodziny - wyznał Krzysztof. To właśnie ten moment, z którym nie potrafił się pogodzić, stał się początkiem długiej i wymagającej drogi do zmiany.
Najtrudniejsze wcale nie okazało się odstawienie alkoholu. - Może się zdziwisz, ale najtrudniejsze było na początku złamanie własnego ego i nauka pokory - powiedział. Jak przyznał, przez lata zmagał się nie tylko z uzależnieniem, ale też z własną pychą i arogancją, które zniekształcały jego postrzeganie rzeczywistości. Proces zmiany wymagał czasu i systematycznej pracy nad sobą. - Przestawienie wektora zajmuje czas i wymaga pracy nad sobą, a zatem cierpliwości i konsekwencji - podkreślił. Powrót do normalności nie był prosty. Lata funkcjonowania w świecie iluzji sprawiły, że rzeczywistość stała się czymś obcym i trudnym do oswojenia. - Niby jesteś w nim fizycznie osadzony, ale mentalnie lewitujesz poza realem - opisywał Krzysztof. Zderzenie z codziennością, często surową i wymagającą, było jednym z największych wyzwań na początku drogi do trzeźwości.
To co najbardziej mu pomogło, było zupełnym odwróceniem dotychczasowego podejścia. - Być może znowu Cię zaskoczę. Poddałem się. Moje wcześniejsze próby zaprzestania picia
polegały na walce z uzależnieniem, walce z alkoholem. Często można usłyszeć od bliskich,
czy przyjaciół wypowiadane w dobrej wierze rady: musisz z tym walczyć. Oni mogą nie
wiedzieć, tak jak ja nie wiedziałem, że nie da się walczyć z takim przeciwnikiem, jakim jest
alkohol. Usłyszałem kiedyś inną radę: jeśli będziesz walczył to przegrasz, jeśli się poddasz
to wygrasz. Paradoks, prawda? Ale postanowiłem się do tej rady zastosować wobec
wcześniejszych porażek związanych z próbami zaprzestania picia. Poukładałem to sobie i
poddałem się, uznałem swoją porażkę - oznajmił. Krzysztof dodał, że ogromne znaczenie w jego procesie przemiany odegrała także wiara.
Droga do trzeźwości nie była jednorazową decyzją, lecz długotrwałym procesem rozłożonym na lata. - W istocie jest to ciąg wielu działań i etapów rozłożonych w czasie - wyjaśniał. Dziś z satysfakcją mówi o efektach tej pracy, od ponad dziewięciu lat żyje w trzeźwości i jak zaznacza, skutecznie powstrzymuje rozwój choroby. Początki nie były łatwe. Zaczynał od terapii dziennej, później trafił na kilkutygodniowe leczenie stacjonarne, a kolejne lata spędził, aktywnie angażując się w działalność grup samopomocowych. Każdy z tych etapów miał znaczenie. - Te doświadczenia wiele zmieniły w moim życiu, przewartościowały system - przyznał. Szczególną rolę odegrali ludzie, których spotkał na swojej drodze. - Dzięki nim zrozumiałem istotę choroby i oswoiłem swoje demony - powiedział. Ten proces sprawił, że stał się innym człowiekiem. - Mam nadzieję, że lepszym - dodał z uśmiechem.
Dziś, po latach pracy nad sobą, pokusy związane z alkoholem już się nie pojawiają. Krzysztof podkreślił, że jest to efekt konsekwentnej pracy i zdobycia narzędzi, które pozwalają mu radzić sobie z emocjami bez sięgania po używki. - Uzależnienie jest chorobą emocji. Nie ma znaczenia, jakiego środka się używa, czy jest to alkohol, narkotyki czy leki - tłumaczył. Jednocześnie zaznaczył, że brak pokusy nie oznacza utraty czujności. - To nie znaczy, że jestem całkowicie zdrowy i mogę sobie odpuścić - powiedział. Świadomość natury choroby pozostaje kluczowa. - Choroba alkoholowa jest przewlekła, postępująca i śmiertelna. Będę z nią żył do samego końca, ale chcę to robić w trzeźwości.
Zmiana, jaka dokonała się w jego życiu, ma dziś bardzo konkretny wymiar. - Świat odzyskał kolory, zapachy i smaki - wymieniał. Do codzienności wróciły pasje i zainteresowania, a relacje z bliskimi nabrały nowej jakości. - Bliscy mogą na mnie liczyć, bo zawsze jestem dostępny - mówił. Nie oznacza to jednak życia pozbawionego trudności. Jak przyznał, nauczył się przyjmować także te trudniejsze momenty. - Takie jest życie, czasem surowe, chropowate, ale częściej fascynujące i nieprzewidywalne - dodał. Dziś każdy dzień traktuje jak nowy początek. - Kiedyś myślałem, że wszystko się skończyło, a dzisiaj każdy poranek jest wstępem do czegoś nowego - powiedział. Ważną częścią jego życia stała się także uważność na własne emocje i potrzeby. Gorszy nastrój nie jest już powodem do ucieczki, lecz sygnałem, że warto się zatrzymać i coś skorygować. Dużą rolę odgrywa również rozwój duchowy i pielęgnowanie wewnętrznej równowagi. Dziś potrafi cieszyć się drobiazgami, które kiedyś umykały. Jak zauważył, trafnie oddają to słowa Rafała Bryndala: "Jeśli ktoś jest bogaty wewnętrznie, ma dużą wyobraźnię i wrażliwość, to czasem wystarczy mu podróż do kuchni i przeżyje więcej, niż ktoś, kto zobaczy słonia na safari".
Trzeźwość, jak podkreślił Krzysztof Raczyński, to znacznie więcej niż tylko zaprzestanie picia alkoholu. - Sam akt odstawienia substancji chemicznej nie jest jeszcze trzeźwością. Jest zaprzestaniem używania - zaznaczył. W jego rozumieniu to głęboka przemiana, duchowa i mentalna, która znajduje odzwierciedlenie w codziennym życiu, w relacjach z innymi i w podejściu do własnych obowiązków. - Trzeźwość to przemiana duchowa, mentalna, która przejawia się w codziennym życiu, w tym jak funkcjonuję, jak współistnieję z innymi ludźmi, jak się do nich odnoszę, jak wspieram, jak traktuję pracę, rodzinę, obowiązki, jakim jestem człowiekiem, mężem, ojcem, synem - mówił. Nie trzeba sięgać po alkohol, by tracić wewnętrzną równowagę. - To praca na całe życie, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu - podkreślił. Ta perspektywa wykracza poza doświadczenie uzależnienia i dotyczy każdego człowieka. Życie w prawdzie i w równowadze nie jest łatwe, ale może być początkiem czegoś nowego, dokładnie tak jak czas Wielkanocy, który niesie ze sobą nadzieję na odrodzenie i nowy początek.
Jego przesłanie dla osób zmagających się z uzależnieniem może wydawać się proste, ale jest niełatwe do przyjęcia: zamiast wciąż walczyć, warto się zatrzymać i poddać. - Jest nadzieja i jest wsparcie, ale trzeba chcieć sięgnąć po pomoc - podkreślił Krzysztof. To pierwszy krok, który otwiera drogę do zmiany i daje szansę na nowe życie.
Trzeźwość dla Krzysztofa nie jest jedynie brakiem alkoholu, lecz świadomym wyborem codzienności, w której jest miejsce na odpowiedzialność, relacje i spokój. Jego droga przypomina, że nawet z najtrudniejszych doświadczeń można się podnieść, jeśli tylko pozwolimy sobie na zmianę. Wielkanoc, czas odrodzenia i nadziei, nabiera tu szczególnego znaczenia, jako przypomnienie, że każdy dzień może być początkiem czegoś nowego. Czasem najważniejszy krok to nie walka, lecz odwaga, by zacząć od nowa.

Zdjęcie z archiwum prywatnego Krzysztofa Raczyńskiego





