"Warto mieć plany i marzenia, i dążyć do ich spełnienia"
- Hubert Graczyk

- 1 dzień temu
- 5 minut(y) czytania
Historia Małgorzaty Perlińskiej to opowieść o determinacji i wierze w to, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odnaleźć nową drogę. Jej życie zmieniło się w jednym momencie. Dziś jest nie tylko utytułowaną zawodniczką bocci, ale także inspiracją dla wszystkich, którzy mierzą się z przeciwnościami losu.
Sport towarzyszył Małgorzacie Perlińskiej od najmłodszych lat. Swoją aktywność zaczynała od rzutu oszczepem na szkolnych stadionach, by z czasem zaangażować się również w działalność społeczną jako członkini Ochotniczej Straży Pożarnej w Kawnicach. Ruch, wyzwania i działanie były stałym elementem jej codzienności. Gdy miała 20 lat i była na pierwszym roku studiów na kierunku stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, jej życie niespodziewanie się zmieniło.
Do wypadku doszło w lipcu 2007 roku. To wydarzenie stało się momentem granicznym w życiu Małgorzaty Perlińskiej - początkiem trudnej walki o zdrowie i sprawność. Jak sama przyznała nie pamięta przebiegu samego zdarzenia. - Samego wypadku nie pamiętam, chociaż po wypadku był ze mną kontakt logiczny, ale mój mózg wyparł te drastyczne zdarzenia. Pierwsze dni i miesiące po wypadku to była walka o życie, każdy oddech, ale także o to, aby jakikolwiek szpital zgodził się na moją operację, bo szpital, do którego trafiłam po wypadku, nie potrafił się mną zająć - nie mieli takiej kadry medycznej ani sprzętu - wspominała. Przełom nastąpił po około dwóch tygodniach, gdy została przetransportowana do szpitala wojskowego w Bydgoszczy. Tam lekarze podjęli się skomplikowanej operacji kręgosłupa.
- Najgorsza była świadomość tego co się stało i dlaczego mnie to spotkało. Pewnie większość osób w podobnym stanie sobie zadaje to pytanie na które nie ma odpowiedzi - zaznaczyła. Przez pół roku po wypadku oddychała przez rurkę tracheotomijną, która uniemożliwiała jej mówienie. - Ruszałam ustami, ale nie było słychać mojego głosu, więc czasami, jak czegoś potrzebowałam, a rodziny przy mnie nie było, nikt nie słyszał mojego wołania o pomoc – wspominała. Początkowo nie była w stanie poruszyć nawet ręką. Jak podkreśla, to właśnie utrata samodzielności była jednym z najtrudniejszych doświadczeń. - Świadomość tego była najgorsza - że człowiek jest w pełni zależny od innych osób, że straciło się sprawczość w życiu - wyznała.
W tym najtrudniejszym okresie ogromną rolę odegrało wsparcie najbliższych. To właśnie rodzina była dla niej największą siłą i oparciem w codziennej walce o powrót do zdrowia. - Wspierała mnie, odwiedzała, pomagała jak tylko mogła radzić sobie ze skutkami wypadku. Wtedy wszystko było dla nas nowe, obce - mówiła. Wsparcie przychodziło jednak także z mniej oczywistych źródeł. Długie, samotne noce w szpitalu pomagało przetrwać radio. - Nocami w szpitalu radio uratowało mnie, bo byłam na sali jednoosobowej. Często było tak, że nie mogłam spać, dlatego chociaż to radio grało - dodała.
Pierwszy kontakt ze sportem po wypadku pojawił się podczas zajęć w Fundacji "Podaj Dalej" w Koninie, gdzie brała udział w różnych projektach rehabilitacyjnych i aktywizujących. To właśnie tam zetknęła się z boccią. - Wtedy obserwowałam, bo nie byłam w stanie wyrzucić piłki, a niestety nie było możliwości grać na rampie, więc bardziej to była taka gra towarzyska - wyjaśniała. Boccia to dyscyplina paraolimpijska przypominająca grę w bule. Polega na precyzyjnym rzucaniu lub toczeniu skórzanych piłek w taki sposób, aby znalazły się jak najbliżej białej kuli zwanej "jackiem". Sport ten wymaga nie tylko sprawności fizycznej, ale przede wszystkim koncentracji, strategii i dużej dokładności.
Przełom nastąpił podczas turnusu rehabilitacyjnego w Wągrowcu, gdzie w tym samym czasie odbywało się zgrupowanie kadry zawodników bocci. To właśnie tam trenerzy z poznańskiego Stowarzyszenia Sportowo-Rehabilitacyjnego „Start” zauważyli ją i zaproponowali spróbowanie gry na rampie. - Dali mi szansę spróbować gry na rampie i sami zaproponowali, czy nie chciałabym być zawodniczką ich stowarzyszenia. Długo się nie zastanawiałam. Stwierdziłam, że spróbuję trenować tę dyscyplinę, ponieważ ze względu na ograniczenia ruchomości inne sporty nie wchodziły w grę – opowiadała. Po krótkim okresie nauki wystartowała w zawodach ligowych w Wągrowcu, które - w czasie pandemii COVID-19 - były jednocześnie podsumowaniem polskiej ligi bocci. - Rozegrałam dwa mecze i oba wygrałam z zawodnikami, którzy już grali i mieli doświadczenie. Wtedy trenerzy dostrzegli mój talent - mówiła.
Jej sportowa droga potoczyła się wyjątkowo szybko. Startując w kategorii BC3 - jednej z najbardziej wymagających w bocci, a zarazem takiej, w której w Polsce rywalizuje zaledwie kilka zawodniczek - szybko zaczęła wyróżniać się na tle innych. Już po półtora roku treningów trafiła do kadry narodowej i wzięła udział w swoich pierwszych zawodach międzynarodowych, które odbyły się w Poznaniu. Było to dla niej ogromne doświadczenie i kolejny krok w sportowej drodze. Nie trzeba było długo czekać na pierwsze wielkie osiągnięcie - wyjazd na zawody międzynarodowe do Chorwacji, gdzie zdobyła złoty medal. - Wtedy już wiedziałam, że to jest to, czym chcę się zajmować i co daje mi bardzo dużą satysfakcję - podkreśliła.
Uprawianie bocci nie należy do łatwych. - Wymaga przede wszystkim samodyscypliny, ale także cierpliwości, ponieważ treningi czasami są bardzo żmudne - mówiła. W sporcie precyzyjnym, takim jak boccia, nawet drobne różnice mogą decydować o wyniku. - Czasami bile, które rzut wcześniej leciały prosto, kolejny raz nagle skręcają i czasami nie ma przyczyny, dlaczego tak się dzieje, więc to bywa denerwujące - przyznała. Sukces wymaga więc powtarzalności, konsekwencji i wytrwałości w dążeniu do celu. Dodatkowym wyzwaniem są także wyjazdy na zawody międzynarodowe, które stanowią duże obciążenie zarówno fizyczne, jak i psychiczne.
Od kwietnia 2021 roku Małgorzata Perlińska reprezentuje Stowarzyszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start” w Poznaniu, a od sierpnia 2022 roku jest również członkinią kadry narodowej w bocci. Dzięki temu regularnie występuje na zawodach w Polsce i za granicą, rywalizując z najlepszymi zawodnikami na świecie. Jej osiągnięcia szybko zaczęły nabierać imponującego tempa. Wśród najważniejszych wyników indywidualnych znajdują się m.in. 1. miejsce podczas World Boccia Challenger w Zagrzebiu w 2023 roku oraz zwycięstwo na Dis+Abled European Games w Wągrowcu. Na przestrzeni kolejnych miesięcy regularnie plasowała się także w czołówce światowych zawodów, zdobywając miejsca na podium m.in. w Poznaniu, Heraklionie, Olbii czy Seulu. Sukcesy odnosi również w rywalizacji drużynowej. W kategorii BC3 zdobywała najwyższe lokaty, w tym 1. miejsce podczas Boccia Prometeus Cup w Konopiskach oraz Pucharu Polski w Zamościu, a także srebrny medal podczas World Boccia Challenger w Olbii oraz Pucharu Świata w Seulu.
Przed Małgorzatą Perlińską kolejne sportowe wyzwania. Już w kwietniu wystartuje w pierwszych zawodach ligowych w Wągrowcu. Wciąż czeka także na informacje dotyczące startów międzynarodowych, w których będzie reprezentować Polskę jako zawodniczka kadry narodowej. Najważniejszym wydarzeniem tego roku będą jednak wrześniowe Mistrzostwa Świata w Korei, do których intensywnie się już przygotowuje.
Historia Małgorzaty Perlińskiej może być wsparciem i motywacją dla innych osób z niepełnosprawnościami. Zwraca ona uwagę na siłę, jaką daje wytrwałość i nadzieja. - Nie wolno się poddawać. Należy walczyć do końca. Burza nie trwa wiecznie. Trudne chwile uczą nas pokory, a nigdy nie wiemy, co jest nam pisane. Warto mieć plany i marzenia i dążyć do ich spełnienia - wyznała.
Małgorzata Perlińska podkreślała, że w całej swojej drodze ogromne znaczenie mają dla niej ludzie, którzy ją otaczają. - Najbardziej jestem wdzięczna za ludzi, którzy mnie wspierają i dodają motywacji. Po wypadku spotkałam naprawdę mnóstwo wspaniałych osób, za co jestem bardzo wdzięczna. Cieszę się, że mam rodzinę, która tak mnie wspiera - powiedziała.
Małgorzata Perlińska udowadnia, że nawet w obliczu największych trudności można odnaleźć w sobie siłę, by zacząć wszystko od nowa. Droga nie była łatwa - pełna bólu, wyrzeczeń i niepewności - ale także wytrwałości i małych, codziennych zwycięstw. Dziś udowadnia, że ograniczenia nie muszą definiować człowieka, a pasja i determinacja potrafią otworzyć zupełnie nowe możliwości. To przypomnienie, że warto walczyć o swoje cele, niezależnie od okoliczności. Bo nawet po najtrudniejszych momentach można wrócić silniejszym i odnaleźć własną drogę.
Zdjęcia z archiwum prywatnego Małgorzaty Perlińskiej











