top of page

Reklama

reklama-strzałkowo-echo-słupcy.png
reklama-agmacar-echo-słupcy.jpg
reklama-osk-turbo-echo-słupcy.gif
reklama-imprezowy-kadr-echo-słupcy.jpg

"Każdy koncert jest dla mnie wyzwaniem i do każdego przygotowuję się bardzo sumiennie"

Wszystko zaczęło się od dźwięku gitary usłyszanego w strzałkowskim kościele. Łukasz Kuropaczewski przeszedł fascynującą drogę: od pierwszych lekcji w lokalnym domu kultury, przez prestiżowe uczelnie w USA, aż po występy w najsłynniejszych salach koncertowych świata. Mimo międzynarodowej kariery, artysta wciąż chętnie wraca do rodzinnych stron, gdzie odnajduje spokój i wspomnienia z dziecięcych, beztroskich lat. Udało nam się porozmawiać ze zdobywcą tegorocznej Złotej Strzałki, który zabrał nas w muzyczną podróż.


Łukasz Kuropaczewski po raz pierwszy gitarę klasyczną usłyszał w strzałkowskim kościele. - Na instrumencie grała pani Danuta Sawińska. Miała nylonowe struny, dźwięk był zupełnie inny, taki szlachetny. Zachwyciło mnie to tak bardzo, że nie mogłem oderwać wzroku. Moja mama to zauważyła i zapytała po mszy, czy chciałbym tak grać. Odpowiedziałem, że tak - wspominał artysta. Kilka dni później Łukasz brał już udział w pierwszych zajęciach. Początkowo uczył się w domu pani Danuty, potem w Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu w Strzałkowie. Szybko okazało się, że mały uczeń ma talent, który wykracza poza ramy amatorskiego muzykowania. Za namową pierwszej nauczycielki trafił do szkoły muzycznej w Słupcy, a potem do Konina.


Artysta podkreśla, że kluczowym elementem jego rozwoju byli ludzie, których spotkał na swojej drodze. Po etapie nauki w Koninie u Andrzeja Majewskiego, trafił pod skrzydła profesora Piotra Zaleskiego. - Poświęcił mi on kawał życia. Nie tylko mnie uczył. Był dla mnie oparciem. Rozmawialiśmy godzinami. Spędzałem wakacje z jego rodziną, wspólnie biegaliśmy po lesie, graliśmy w kosza. To on zabierał mnie na pierwsze wielkie koncerty do Warszawy - opowiadał Łukasz Kuropaczewski. Edukacja we Wrocławiu przebiegała w niestandardowym trybie. Dzięki przychylności rektora, gitarzysta ze Strzałkowa zdał na Akademię Muzyczną, będąc jeszcze w trzeciej klasie liceum - bez matury, którą dostarczył rok później. Po studiach w Polsce, przyszedł czas na naukę w Stanach Zjednoczonych.


W 2003 roku Kuropaczewski wyjechał do USA, by studiować w prestiżowym Peabody Institute (część Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa) w Baltimore. Jego profesorem został legendarny Manuel Barrueco. Wyjazd do Ameryki był skokiem na głęboką wodę: finansowym i kulturowym. - Przyjechaliśmy z "bloku wschodniego" i utrzymanie się tam było wyzwaniem. Miałem to szczęście, że dostałem pełne stypendium, ale codzienne życie kosztowało. Żona maestro Barrueco potrafiła przywieźć nam jedzenie, które zostało z przyjęcia w ich domu, żebyśmy mogli zaoszczędzić - mówił. Z tamtego okresu Łukasz wyniósł nie tylko technikę, ale i głębię interpretacji. Do dziś, mając ponad 40 lat, przyznaje, że niektóre uwagi maestro Barrueco w pełni rozumie dopiero teraz, po dekadach własnych doświadczeń scenicznych.


Łukasz Kuropaczewski występował w tak ikonicznych miejscach jak Carnegie Hall w Nowym Jorku, Royal Festival Hall w Londynie czy amsterdamski Concertgebouw. Choć są to sceny o ogromnym prestiżu, gitarzysta podchodzi do nich z dystansem zawodowca. Podkreśliłi, że do występu, zarówno w małym Strzałkowie, jak i w dużym Londynie, przygotowuje się z takim samym zaangażowaniem i perfekcjonizmem. - Dla mnie każdy występ jest tak samo ważny. Każdy koncert jest dla mnie wyzwaniem i do każdego przygotowuję się bardzo sumiennie - zaznaczył.


Ważnym elementem jego pracy jest kameralistyka. Zgodnie z radą swojego mistrza, stara się grać z muzykami innych specjalności, często wybitniejszymi od siebie, by stale przesuwać własne granice. Udało mu się współpracować m.in. z Avim Avitalem, Maciejem Frąckiewiczem, Richardem Galliano, Danielem Hope’em i Bartkiem Niziołem.


Mimo międzynarodowej kariery, artysta wciąż wraca do Strzałkowa. Często odwiedza cmentarz, gdzie spoczywają jego rodzice, ale też po prostu spaceruje osiedlowymi ścieżkami, przypominając sobie czasy dziecięcej beztroski. Strzałkowo dało mu coś więcej niż tylko start w karierze, dało mu rodzinę. Swoją żonę Magdę poznał w szóstej klasie tamtejszej podstawówki. Od 2007 roku tworzą szczęśliwe małżeństwo.


Łukasz Kuropaczewski to dziś nie tylko wirtuoz, ale i pedagog, dzielący swój czas między Kunstuniversität w Grazu a Akademię Muzyczną w Poznaniu. W planach ma kolejne trasy po USA, Meksyku i Azji oraz nową płytę solową. - Muzyka jest moim życiem i pasją, która stała się zawodem. Ale dbam o to, by mieć bogate życie poza nią. Ten balans daje mi świeżość, której nie straciłem przez ponad 30 lat na scenie - powiedział na koniec naszej rozmowy.

Zdjęcia z archiwum prywatnego Łukasza Kuropaczewskiego

 
 

Reklama

bottom of page