Z rozciętą głową czekał trzy godziny, pomoc dostał w innym mieście. Słupecki szpital odpowiada
- Hubert Graczyk

- 5 godzin temu
- 3 minut(y) czytania
Ponad trzy godziny oczekiwania z rozciętą głową i bez jakiejkolwiek informacji - tak swoją wizytę w słupeckim szpitalu opisuje nasz czytelnik. Mężczyzna po urazie głowy zgłosił się do placówki, licząc jedynie na ocenę, czy rana wymaga szycia, jednak ostatecznie zrezygnował i pojechał do Konina, gdzie otrzymał szybciej pomoc. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy słupecki szpital, który przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń.
- Trafiłem na słupecki SOR po dynamicznym uderzeniu głową w zaokrąglony, ostry przedmiot. Doszło do rozcięcia głowy, pojawiła się krew. Założyłem opatrunek, uciskając go czapką, tak zwaną dżokejką. Pojechałem na SOR w Słupcy, gdzie już przed wyjazdem mi odradzano, bym tam nie jechał. Ale pomyślałem, że chodzi mi tylko o to, aby ktoś fachowym okiem spojrzał, czy to jest do szycia, czy można tak zostawić i opatrzyć.
Na miejscu spotkałem bardzo cudownego człowieka, który się mną zainteresował. Widać było, że ten człowiek nosił w sercu Pana Boga. Poszedł zapytać, czy lekarz mnie w ogóle przyjmie. Lekarz się zgodził, a pan z recepcji kazał mi czekać. Więc czekałem - plus minus trzy godziny. Nikt nawet nie spisał moich danych, nie zarejestrował mnie, a z racji tego, że szedłem do pracy na 22:00, chciałem jak najszybciej, w miarę możliwości, dowiedzieć się, co z moją głową.
Pamiętam tylko, że raz wyszła jakaś pani w białym fartuchu i zapytała, kto w kolejce czeka. Po tym czasie oczekiwania stwierdziłem, że jest to bez sensu, bo nie wiadomo, czy ktokolwiek mnie przyjmie. Zapytałem się jeszcze pani z recepcji, która się zmieniła, i usłyszałem, że mogę sobie jeszcze trochę poczekać - wszystko zależy od sytuacji. Stwierdziłem, że nie warto czekać.
Pojechałem na SOR do Konina, gdzie zostałem od razu zarejestrowany, wypełniłem dokumenty i po 15 minutach trafiłem do gabinetu, gdzie przeprowadzano triaż pacjentów, czyli rozdzielano ich w zależności od potrzeby. Zostałem przydzielony do konkretnego lekarza i konkretnego pokoju. Po godzinie, z opatrzoną głową, mogłem pojechać do domu.
Trafiłem tam na osobę, która wcześniej pracowała w słupeckim szpitalu, a obecnie pracuje w Koninie (Stary Konin), i opowiedziałem jej o tym zdarzeniu. Ta osoba powiedziała mi: "No to już pan sobie sam odpowiedział. Pracowałam tam ileś lat i już tam nie pracuję. Powodem było to, czego pan po części tam doświadczył”. Bardzo im podziękowałem za okazaną empatię oraz chęć pracy w zawodzie z serca, a nie z przymusu.
Zostało mi jeszcze dużo czasu, aby zdążyć do pracy na nocną zmianę. Nie mam nic do ukrycia - tam chyba zresztą była kamera. Chodziło tylko o zwykłe rzucenie okiem, aby ktoś stwierdził, czy to nadaje się do dalszego postępowania. Czy mogę iść do domu? Przez te trzy godziny nie dowiedziałem się zupełnie nic, oprócz tego, że jeszcze mogę poczekać - ale ile, tego nie wiadomo - przekazał nam czytelnik.
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Słupcy. - SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy) to miejsce pierwszej pomocy w stanach bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia (urazy, wypadki, zatrucia, drgawki) z systemem wstępnej segregacji (triage), gdzie stabilizuje się pacjenta przed dalszym leczeniem. Izba Przyjęć zajmuje się przyjęciami planowymi na oddziały oraz nagłymi w mniejszych szpitalach, często bez segregacji, obsługując pacjentów z różnym stopniem pilności, co może być mniej specjalistyczne niż SOR. Kluczowa różnica: SOR koncentruje się na ratowaniu życia i ma szerszy wachlarz realizowanych świadczeń, podczas gdy Izba Przyjęć może być bardziej ogólna, obsługując zarówno pilne, jak i planowe przypadki.
W strukturach SP ZOZ w Słupcy brak jest Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, Izba Przyjęć tutejszego szpitala pełni tzw. ostry dyżur 24 godziny na dobę i realizuje świadczenia w trybie nagłym oraz planowym. Przyjęcia planowe do oddziału szpitalnego odbywają się według ustalonego na dany dzień harmonogramu, natomiast świadczenia w tzw. trybie nagłym dotyczą zróżnicowanych sytuacji losowych a mianowicie są to: wypadki, zatrucia, urazy, stany zagrożenia życia, przypadki związane z ciążą i porodem.
Pacjenci z urazem, czy też w sytuacjach nagłych, sugerujących objawy bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia mają realizowane świadczenia w ramach pomocy doraźnej w szpitalnej Izbie Przyjęć. W przypadku zgłoszenia się pacjenta na Izbę Przyjęć personel medyczny podczas wywiadu z pacjentem ocenia pilność udzielenia pomocy medycznej. Pielęgniarka przeprowadza z pacjentem wstępny wywiad co do okoliczności zdarzenia, rozległości urazu, ocenia stan jego zdrowia, dokonuje rejestracji oraz udziela informacji co do dalszego postępowania oraz miejsca oczekiwania na wizytę lekarską. Kolejność realizowanych świadczeń uzależniona jest od obowiązującej kolejki oczekujących pacjentów oraz od stanu klinicznego pacjenta. Pacjenci wykazujący objawy nagłego pogorszenia stanu zdrowia, z urazami otrzymują pomoc medyczną wcześniej aniżeli pacjenci, których stan zdrowia jest stabilny i dłuższe oczekiwanie nie przyczyni się do pogorszenia ich stanu zdrowia.
Powyższy opis przedstawia standardowe postępowania z pacjentem zgłaszającym się do szpitalnej Izby Przyjęć tutejszego szpitala. Dlatego też opisana przez czytelnika sytuacja nie mogła mieć miejsca w naszej placówce - poinformowała nas Agnieszka Pachuta-Piegsa, pełnomocnik ds. zarządzania jakością i praw pacjenta SP ZOZ w Słupcy.

Zdjęcie: SP ZOZ w Słupcy











