top of page

REKLAMA

,,Marcel miał problemy z oddychaniem. Ratunek otrzymał po 4 godzinach"

,,Pani doktor naraziła nasze dziecko" twierdzi Anita Zięba, której syn Marcel miał problemy z oddychaniem. Jak nas poinformowała, jej dziecko otrzymało pomoc dopiero po 4 godzinach w poznańskich szpitalu, ponieważ do słupeckiego nie zostało przyjęte.


Sytuacja miała miejsce miesiąc temu (24.09), jednak dopiero teraz pani Anita zechciała podzielić się swoją historią. - Synek choruje na padaczkę lekooporna, wodogłowie, niewydolność oddechową, zakrzepicę mózgu. Zdiagnozowano też u niego dziecięce porażenie mózgowe. Pewnego dnia Marcel nagle źle się poczuł. Jego oczy były skierowane do góry. Zaczął się napinać i jak go wzięłam na ręce to czułam jak bije szybko i mocno jego serce.


Zadzwoniłam po karetkę tłumacząc, że dziecko ma problemy neurologiczne i padaczkę lekooporną. Przyjechali po 25 min. Zostaliśmy przyjęci na Izbę Przyjęć. Zostałam wymazana tylko ja na COVID. Miałam ujemny. Mały bardzo się męczył. Nie miał siły, żeby normalnie oddychać, bo dostał duszności. W takim przypadku powinni dość szybko działać, bo każda minuta się w tej chwili liczy. Niestety tego nie zrobili.


Pani doktor przyszła do Marcela po 30 min. od naszego przyjazdu. Nie spieszyło się jej. Ja wiele razy prosiłam, żeby po prostu zaczęli mu pomagać, bo po to tutaj przyjechaliśmy. Pani doktor nawet nie osłuchała syna. Pierwsze co zrobiła to wymaz na COVID. Przypominam, Marcel nie mógł już oddychać. Pani doktor zaczęła unosić głos, że czemu to dziecko nie ma wkłucia i to powinni zrobić w karetce. Jak można wkłucie zrobić w karetce dziecku co ma zakrzepicę i słabe żyły?


Wyszedł wynik dodatni Marcelowi. Od razu pani doktor podkreśliła, że ona nie przyjmie dziecka do nich na oddział, że do Konina nas skieruje. Oczywiście nie wyraziłam na to zgody i podkreśliłam, że tylko i wyłącznie Poznań, bo tam dziecko dobrze znają. Przyjechaliśmy o godz. 16 do szpitala w Słupcy, a wyjeżdżaliśmy około 19:00 do Poznania.


Zajechaliśmy całe szczęście do Poznania i tam w ciągu pięciu min. już był na Oiomie w stanie ciężkim i z odma opłucną. Niestety pani doktor naraziła nasze dziecko. Jest to dla nas dużym szokiem, że dziecko z takimi problemami miało ratunek dopiero po czterech godzinach. Marcel walczył na OIOMie trzy tygodnie i założyli mu lekarze w Poznaniu trachetomie i PEGa, żeby dostarczać mu pożywienie dojelitowo - przekazała nam Anita Zięba, mama chłopca. Obecnie Marcel przebywa w domu i powoli wraca do zdrowia.


W tej sprawie skontaktowaliśmy się z władzami słupeckiego szpitala. Po kilku dniach otrzymaliśmy krótką odpowiedź. - Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Słupcy jako podmiot leczniczy jest zobowiązany do zachowania w tajemnicy informacji na temat pacjentów, którym udzielane są świadczenia zdrowotne. Jednakże informujemy, że w przedmiotowej sprawie prowadzone są czynności wyjaśniające - czytamy w nadesłanym komunikacie.


Mama chłopca prosi także o wsparcie zbiórki na rzecz jej syna, która niedawno ruszyła na portalu Pomagam.pl Pieniądze będą przeznaczone na zakup sprzętu potrzebnego na codzienne funkcjonowanie Marcela.

Zdjęcie poglądowe

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page